RECENZJE

Oto i kolejna nowa rubryczka na Zinotece. Jak już sugeruje nazwa znajdą sie tutaj recenzje zinów, przy czym bedą to zupełnie aktualne wydawnictwa. Każdy świeżo ukazujący się zine, tudzież pismo muzyczne z rynku bardziej oficjalneg (czy nadal jest jakiś podział?), będzie się tutaj mógł znaleźć. Samo pisanie o starociach juz mi nie wystarcza, może popromuję zatem edytorów którzy nadal działają, pomimo coraz bardziej niszowego charakteru zinów… No nic, zobaczymy  co z tego wyniknie, zaczynamy.  


DETOX zine #9 (2021)

Tytuł pisma, czyli „oczyszczenie” doskonale podsumowuje podejście do pożegnalnego numeru. Wystarczy zapoznać się ze wstępniakiem, gdzie jest złość i wściekłośc na obecną sceną metalową, ludźmi i niepisanymi zasadami na jakich scena muzyczna, okołometalowa, obecnie funkcjonuje. A w zasadzie pytanie czy takie coś nadal istnieje, w kontekście sytuacji z COVID, koncertów online czy wydawania muzyki tylko w internecie. Strasznie dużo irytacji i złości się wylewa już w tym miejscu, na początku zina. Dlaczego o tym napisałem? Bo dalej, w wielu wywiadach czy artykułach, pojawiają się związane z tym zagadnienia, pytania czy komentarze edytora, w mniej lub bardzie jednoznaczny sposób nawiązujące te tego tematu. Edytor emocjonalnie podchodzi do sprawy, wiele rzeczy krytykuje i daje wyraz rozczarowaniu – konkretnymi zespołami i ludźmi. A co czytelnik znajdzie w zinie? Generalnie te obszary sceny które są raczej poza moimi zainteresowaniami muzycznymi, czyli dużo sceny grind core. Cechą charakterystyczną numeru jest mocne eksplorowanie egzotycznych zakątków globu, wywiady są m.in. z zespołami z Indii (XREPEATX ), Sri Lanki (BLIND EFFECT), Salwadoru (SATANIC PRIEST) czy nawet Madagaskaru (GOLGOTHA)! Niezły koloryt daje taka lektura, potwierdza też, że zakamarków muzycznych jest bardzo dużo i przy obecnym zalewie muzyki, wynikającym z łatwej dostępności dla słuchacza, można się zagubić. Poza egzotyką jest cała masa wywiadów z mniej lub bardziej znanymi zespołami z całego świata, kilka z nich jest też z Polski. Oprócz muzyków znalazły się też wywiady z Dankiem z ALCOHOLIC BUTCHER zine i jakimś mądrusiem z Zinoteki (he he). Poziom wywiadów – musze przyznać, wysoki, pytania z różnej beczki, Paweł przemyślał każde zagadnienie o które chciał spytać, interesująca lektura. Są też artykuły/polemiki na tematy około- i pozamuzyczne, m.in. zamach w klubie Bataclan w Paryżu, nowinki w „oldschoolu” oraz cykl „Rzeźpospolita” będący wyrazem fascynacji starą sceną grind core w PL, m.in. Jaro (Ptomaina/Dead Infection/Meat Spreader/Coffee Grinder), wspomnienie o Jerzym z GROSSMEMBER (plus archiwalny wywiad). A jak sprawa wygląda technicznie? Starannie przygotowana okładka, 126 stron, A4, wydruk komputerowy. Jedyne co, to brak numeracji stron i spisu treści, przy tak opasłym tomisku ciężko coś znaleźć gdy wraca się do lektury po kilku dniach. Ale to jedyny minus. Kontakt: detoxzine@gmail.com.


Shades of Darkness Magazine #1 (2021)

Co można o nim powiedzieć? Na plus – fakt że komuś się chciało włożyć tyle pracy w opracowanie i wydanie tego magazynu, bo przecież czasy są niesprzyjające dla słowa pisanego, a co dopiero papierowego magazynu o muzyce. Co więcej, chciało się na tyle, że za jednym zamachem powstała zarówno wersja polsko- jak i anglojęzyczna. Powstałą też strona internetowa i profil na FB, więc chłopaki wiedzą co robią. A jak wyczytałem na ich stronie jest też edycja specjalna, magazyn w komplecie z gadżetami, „dodatkami estetycznymi” (co by to nie było) oraz …  ręcznie pisany list w zalakowanej kopercie. Jako senior pamiętający lata 90-te, tego już taktownie nie skomentuję…. Przejdźmy do samego pisma.

Na minus – okładka, znaczy mnie się nie podoba taki kolaż,  upchane wizerunki różnych osób, do tego logówki w dziwnym układzie, w tym ta Batuszka jakoś tak przypadkowo, jak kwiatek do kożucha. Całość taka jakaś niespójna i niepokojąca, może to też wynik  pionowego podziału strony, wyznaczonego przez logo. Na plus – grafika. Już w zapowiedziach było, że szata graficzna, layout jest dla załogi redaktorskiej bardzo ważny. Rzeczywiście jest starannie, jest przemyślanie, fajnie się to komponuje jako całość.   Pytanie tylko, czy poświęcenie całej strony na logo zespołu i kilkuzdaniowy wstępniak do wywiadu ma sens? Na plus – skład przepytanych. Jak widać już po okładce są zespoły z różnej półki i różnego kalibru. Jak na pismo które debiutuje, ugryzienie tuzów typu Obituary, Satyricon czy Cannibal Corpse, budzi zaciekawienie. Ciekawe czy przepytanie tych delikwentów nastręczało problemy. Zespoły bardziej znane, a może po prostu bardziej cenione przez edytorów, maja poświęcone więcej miejsca. Świeżynki na scenie, że tak powiem, typu bardzo ciekawy jak dla mnie twór o nazwie Zmarłym, to króciutkie materiały, dosłownie kilka pytań. Można nad tym w przyszłości popracować. Kolejny plus – wywiady. Ich poziom jest różny, faluje że tak powiem, jedne zdecydowanie lepszy inne słabsze, widać może brak doświadczenia, ale też chęci żeby delikwentów nieco pomęczyć. Najlepszy chyba, jak dla mnie, jest wywiad z Graveland, zgrabnie przeprowadzony, są pytania o teraźniejszość ale i zgrabne nawiązanie do początków działalności Roba Darkena i kilka innych smaczków. Na minus – czcionka! Matko i córko, kto wpadł na pomysł takich wielkich liter? Chyba że pismo kierowane przede wszystkim do starszych czytelników, którzy wychowali się na xerowanych zinach, dziś już po 40-ste to i wzrok już nie ten, he he. A można było zastosować taką wielkość czcionki jak przy recenzjach – to się dobrze czyta. Magazyn mógłby być cieńszy, bardziej skompresowany, to jednak decyzja edytorów.

No i podsumowując – jak widać jest sporo plusów. Będę spokojnie czekał na kolejne numery, zobaczymy czy starczy pary na ciągnięcie tematu dalej. Jak wynika z profilu FB, drugi numer w drodze.


DRACONIS zine #1 (2021)

Kolejna recenzja, tym razem świeżak, debiutant znaczy się. Oto Draconis zine, odsłona nr 1. Najpierw wygląd. Jak na dzisiejsze realia to edytorzy, bo jest ich dwóch W. oraz S., się nie popisali he he. Okładka rewelacyjna, fajny logotyp, ale już wewnątrz…. skromniutko, za skromniutko. Są tylko logotypy zespołów, poza tym żadnych fotek, grafik, okładek płyt, ramek… nic, bo pojedyncze mazaje to nie grafiki. Tekst pisany tak jak w zwykłym dokumencie, bez podziału na kolumny, generalnie mało interesująco. Na szczęście z merytoryką jest lepiej, znacznie lepiej. Wywiadów jest co prawda tylko 8 sztukasów, a recenzji ok. 30, więc nie będzie to lektura na dłuższy czas, ale po zina warto sięgnąć – co do treści – jest bowiem dobrze! Wywiady są rozbudowane, pytania i o muzykę i na tematy pozamuzyczne, przeprowadzone fajnie, na luzie, widać że edytor/edytorzy płyną po tematach, nikt nie męczy buły. Wyszły fajne pogaduchy, szczególnie ciekawa jest z Legionem z Dark Omens Production, raz że najdłuższa, dwa że taka przekrojowa właśnie. Dobra, to na początek funkcjonowania zina, byłoby tyle. Nie jest źle, Mocna czwórka bym powiedział. . Fajnie, że edytorzy podkreślają podziemny charakter pisma i zapowiadają trzymanie się tego kierunku. Do poprawy jak na moje stare oko przede wszystkim kwestia wizualna, przydałoby się więcej wywiadów, no i może jakieś artykuły czy relacje z koncertów. Tak czy siak kibicuję kolegom W. i S., czekając na kolejny numer, a ten jak napisali – już się ponoć robi. Powodzenia!

Kontakt: DraconisZine@yandex.com


RLYEH zine #17 (2021)

Oto recenzja najnowszego numeru R’LYEH zine. Tytuł zapewne wszystkim znany, bo panoszy się po polskim podziemiu od ponad 20 lat (po szczegółową rozpiskę zapraszam na moją stronę). W tym czasie ukazało się kilkanaście numerów, ten który teraz biorę na tapetę to już XVII! Co ciekawe, jest to wreszcie numer który ukazał się zaledwie kilka miesięcy po poprzednim, wcześniej poszczególne numery dzielił rok, albo i więcej czasu. Obyło się to kosztem objętości pisma, bo najnowszy numer jest nieco mniej opasły niż wcześniejsze, ale dzięki temu czytelnicy wcześniej dostali porcję lektury, a i prezentowane treści są też bardziej aktualne. Bardzo dobry ruch moim zdaniem, no ale wróćmy już do samego numeru. R’lyeh jest zinem, ale tworzy go nie jeden edytor, a grupka ludzi. To też zaleta, bo dzięki temu prezentowane materiały są bardziej zróżnicowane, każdy ma swoją wizję na przeprowadzenie wywiadu czy napisanie tekstu. Podobnie jak w poprzednich numerach, mamy też zróżnicowanie w muzycznych stylach czy stażu przepytywanych zespołów, plus całkiem spory kopczyk z tekstami na tematy okołomuzyczne, kiedyś bym powiedział że dotyczące metalowej subkultury, ale teraz coś takiego już przecież nie istnieje. Temat okładkowy, to wywiad z gościem który współtworzył legendarny Bathory!!!! Co za pomysł, bo choć wydaje się że gość nie miał świadomości o obecnym statusie tego zespołu, to przedstawił wiele ciekawych informacji, warto kupić numer chociażby dla tego tekstu. Poza tym mamy drugą część wywiadu-rzeki z Wawrzynem (ex-Damnation), a potem wywiady m.in. z Morgulem /PUTRID CULT/, Grekami z Yoth Iria, Ahret Dev (świetny!), Besatt, Gorgon (również świetny, wartościowy tekst), nieznanym mi RASCAL, Robem z Magnus, Goat Tyrant, Warfist czy… Stos. Tak, tak, z tym polskim Stos, który hałasował w latach 80-tych, tu mamy wywiad podsumowujący 40 lat działalności zespołu! Ehhh, pamiętam ciary jak słuchałem sztosa zatytułowanego „Epitafium dla Iwony” z jednej z pierwszych samodzielnie zakupionych kaset! Poza wywiadami są oczywiście artykuły, recenzje z koncertów (w tym jak zwykle sporo z USA, autorstwa Artura S.), zwyczajowe recenzje róznych zinów i płyt. Na deser dostajemy jeszcze dwa strzały – dwie fantastyczne relacje koncertowe z…1990 roku. Pewnie ktoś może z politowaniem pokiwać głową, po co coś takiego w ogóle publikować, teraz, ponad 30 lat od tamtych wydarzeń… ale niech najpierw przeczyta te teksty. Jeden dotyczy występu Active Mind w Radomiu, drugi festiwalu S’thrash’ydło 1990. Oba to świetny obraz początków sceny metalowej w Polsce, mniej tu opisu samej muzyki i występu poszczególnych zespołów, więcej emocji i wspomnień z tych lat chaosu, młodzieńczych wygłupów, przypadkowych znajomości, a także pijatyk i awantur mocno związanych z ówczesnymi koncertami. Szczególnie relacja ze Straszydła robi wrażenie, awanturnicze przygody wyłaniają się z (nie)pamięci autora, krew i piwo leje się gęsto, pojawiają się znani (do dziś)) muzycy, po prostu czysta kwintesencja tamtych lat he he. Dobra pora kończyć, bo miało być krótko.

Kontakt: hellishband@o2.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *